trwa inicjalizacja, prosze czekac...mieszkaniedlamlodych.org
Menu rozwijane dostarczyły profilki

piątek, 14 października 2016

Nie zatrzaskuj drzwi przed Bogiem...

" Tak nauczając, szedł przez miasta i wsie i odbywał swą podróż do Jerozolimy. Raz ktoś Go zapytał: Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni? On rzekł do nich: Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli. Skoro Pan domu wstanie i zamknie drzwi, wówczas stojąc na dworze, zacznie kołatać w drzwi i wołać: Panie, otwórz nam! lecz On wam odpowie: Nie wiem, skąd jesteście. Wtedy zaczniecie mówic: Przecież jadaliśmy i pijaliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś. Lecz On rzecze: Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy dopuszczający się niesprawiedliwości! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków  w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych. Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królstwie Bożym. Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwszymi, którzy będą ostatnimi." [Łk 13,22-30]


Dość logiczne jest to - Bóg ciągle i niezmiennie pragnie zbawienia człowieka, otwiera drzwi i zaprasza. Człowiek ma całe życie aby odpowiedzieć na to zaproszenie. Musi jednak sam podjąć co do tego decyzje oraz konsekwentnie ją realizować, Z jednej strony otworzyć przed Bogiem drzwi do swojego serduszka, a z drugiej samemu iść w tym kierunku, przez te "ciasne" drzwi. Wiemy oczywiście, że my jesteśmy tylko ludźmi; małymi, słabymi, a przede wszystkim grzesznymi, więc jasne jest to, że raz po raz, coś po drodze zepsujemy - no i dlatego mamy sakrament spowiedzi, aby wracać na tą ścieżkę, i znowu stawać przed Dobrym Ojcem w dzrwiach Jego Domu, do którego nas tak zaprasza.

Jednak kiedyś to nasze życie na Ziemi się zakończy - wtedy nastąpi sąd, który podsumuję wszystko, co oraz jak w życiu popełniliśmy. Czy więcej było tego otwierania Bogu drzwi do serca, prowadzenia Go do serc innych? Czy może raczej skupiliśmy się na trzaskaniu Bogu drzwiami przed nosem i szliśmy wszędzie, wszędzie, tylko nie tam, gdzie On był i nas zapraszał?

Wiecie co? Tak sobie myślę, jeżeli założymy, że jednak noo....nie wszystkich czeka zbawienie i niestety część ludzi sama skaże się na potępienie - że mogą to być tacy faryzeusze, którzy ( wiecie) pod maską bogobojnych i sprawiedliwych, tylko że zaglądając w ich głąb okazuję się, ze są zupełnie inni, skupiając się na detalach, ale nie wkładając w to wszystko żadnej treści. Tacy, w których usta ewangelista wkłada słowa: "Przecież jadaliśmy i pijaliśmy z Tobą, i na naszych ulicach nauczałeś".

Jezus wyraźnie, przecież mówi: "Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy dopuszczający się niesprawiedliwości!" Nie wystarczą setki modlitw ( o ile to modlitwy takie jak w jakimś obrazku niedzielnym; robienie laurki sobie, tyle że zaczynając od słowa Boże... taka modlitwa to ŻADNA modlitwa. Przesłanie jest jasne - słowa i czyny one muszą ze sobą współgrać. Nie można, NIE wolno modlić się, chodzić na Mszę, a poza kościołem obgadywać, okradać innych czy zdradzać np. małżonka. Trzeba być jednoznacznym! Wtedy nasza postawa ma sens. Jeśli jest pełna sprzeczności....Czy wtedy coś w człowieku jest szczere i prawdziwe?? Jeśli tak, to która jego część? Mam wybrać? NIE. Wtedy wszystko jest udawane....

Ludzie, ktorzy skupiają się tylko na sprawach, wydających sie najważniejszymi - a tak naprawdę ani samo w sobie nie daje szczęście, tym bardziej nie jest aż takie ważne. Ludzie, którzy robią wszytsko, by będąc pierwszymi, znajdują sie na samym końcu. Gdzie już nic nie pozostanie, jak tylko...zaprzepaściwszy wszystko, co Bóg w życiu Nam oferował....







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy komentarz motywuje do dalszej pracy. Pamiętaj ;)